Nowoczesny blues

Traktujemy siebie jak papierowe talerze
nie wierzę
po tygodniach milczenia pytasz się – co tam
ja mówię – jak zwykle, moje życie to praca, robota.
Choć tydzień temu
obiecywałam “nie odpiszę jemu”.
Skooro tyle się stara, to na pewno już miłość
prawdę pokaże przyszłość.
Mackami oplątałeś moje myśli
dziś znowu pewnie mi się przyśnisz.
Jesteś marą, koszmarem,
opętana Twoim czarem
uciekam.
Tchu mi braknie
nos tlenu łaknie,
nie umiem oddychać bez Ciebie.,
bez Ciebie miało mi być lepiej,
bo znowu znikasz
znów co chwila się chowasz,
a ja zastanawiam się czy moja głowa jest zdrowa.
“Jesteś taka piękna” szepczesz mi do ucha
jak gnojna mucha,
odleć w końcu na zawsze
nie mogę na Ciebie patrzeć,
więc się chowam.
Jak plastikowy kubek
ciągle sięgasz po nowy.
Ja miałam być tą ulubioną,
jedyną, na zawsze, kochaną, wybraną.
Teraz patrzysz na mnie jakbym była nikim.
Rozglądasz się zn owu za numerkiem szybkim.
Nie jestem na telefon.
Zapamiętaj to w końcu
nie będzie spotkań raz w miesiącu
kiedy przypomnisz sobie o mnie.
Koniec.
Nie mów do mnie już więcej,
przestań w końcu próbować łapać mnie za ręce.
Sam przecież powiedziałeś,
że to nic takiego,
że sama skończę w ramionach innego.
Zostaw mnie w końcu,
po raz kolejny w tymm miesiącu.
Odejdź, nie wracaj
idź leczyć kaca.
Co rano sam sobie parz herbatę,
spłaciłam ostatnią ratę.
Nic Tobie winna,
zaraz będzie inna
wiem dobrze.