Eleanor Oliphant is completely fine

Witam w początku serii! Ach jak ekscytująco jest rozpocząć z książką, której nie jestem pewna! Nie wiem czy ją lubię, czy była aż zbyt frustrująca. Przeczytanie ponad 500 stron zajęło mi pół roku. Plan na przeczytanie Eleanor Oliphant is completely fine miałam od połowy mojego trzeciego roku licencjatu, bo wiele osób mi ją polecało – w końcu wygrała tyle nagród i miała być bardzo ekscytującą lekturą! A wcale nie, może i tak, ale nie tak bardzo ekscytującą, no ale w sam raz!

Eleanor poznajemy jako pełną kompleksów i niepewności korpo szczura,za którym nie przepadają jej współpracownicy. Nie wpisuje się do żadnej z grup w biurze, jest samotnikiem i… alkoholiczką. Plusem bohaterki jest to, że używa bardzo ładnie języka, widać, że autor bawił się ze sposobem przedstawienia postaci nie tylko w opisie, ale także jeśli chodzi o kontekst czysto językowy. Podczas studiów pisarskich zauważyłam jak bardzo język angielski może czasem wydawać się ograniczający, a pisarze rzadko kiedy z sukcesem dodają charakteru postaciom przez sposób w jaki dany bohater mówi. W tym przypadku – brawa, brawa na stojąco, bo przez sam sposób wypowiedzi i dobór słownictwa czytelnik może lepiej postać Eleanor.

Cała fabuła nie opiera się na zbyt wielu postaciach, muzyka, którym jest zauroczona nasza główna bohaterka nawet nie poznajemy tak dobrze! Co też jest plusem ze względu na budowę relacji oraz postaci Eleanor. Każda interakcja pomiędzy główną bohaterką, a jej otoczeniem aka innymi osobami jest czystą budową głównego bohatera i niczym więcej co sprawia, że cała książka jest głównie rozwojem postaci, a wydarzenia i ogólna fabuła schodzi na drugi plan. Nie jestem fanem pozycji skupiających się głównie na poznawaniu postaci, nie potrafię wciągnąć się w lekturę, która więcej czasu poświęca na tłumaczenie kim główny bohater jest i dlaczego taki jest niż na pokazywanie mi tego.

Show not tell moi drodzy – to była główna zasada pisania wpajana mi przez trzy lata oraz teraz, podczas magisterium. Eleanor Oliphant is completely fine nie jest jedną z tych pozycji, do której bym wróciła. Książka ta jest dobrą lekcją poprawnego rozwoju postaci, w której ten rozwój przyćmił dość ciekawe szczegóły fabuł przez zbyt mocne skupienie się jedynie na rozwoju osobistym Eleanor i transformacji przez jaką przechodzi. Wątki takie jak niezdrowa obsesja, toksyczny kontakt z matką, czy budzenie się prawdziwego uczucia – schodzą dla mnie niestety na drugi plan, a szkoda, bo początki tych wątków były na prawdę ciekawe!

Ze względu na sposób wyrażania się Eleanor książka nie jest najłatwiejszym kąskiem dla osób operujących angielskim na daily bases w sytuacjach codziennych. Eleanor nie mówi, Elanor się wyraża i używa bardzo wyszukanych słów w niektórych sytuacjach co zmusza do myślenia oraz pozwala na poznanie nowych interesujących słów i wyrażeń.

Pod względem lingwistycznym – dzieło sztuki, pięknie napisany kawałek literatury, jednak mało wciągający i zbytnio zajmujący się jedynie jednym bohaterem.

Werdykt: