Trzy lata w Farnham

Farnham jest dość magicznym miejscem w Anglii. Jako student na początku bardzo mnie frustrowało – wydawało się być małe i niezbyt przyjazne populacji studenckiej. Owszem, mieszkańcy nie przepadali zbytnio za studentami z UCA, ale troszkę im się nie dziwię. Uniwersytet sztuk pięknych w tak małej miejscowości nie był zbyt dobrym pomysłem biorąc pod uwagę ilość zajęć na świeżym powietrzu. Studenci aktorstwa biegali po parkach udając owce i inne zwierzęta, sztuki piękne rzucały farbami w płótna na parkingach (pustych oczywiście), a studenci dziennikarstwa (aka ja) chodzili za ludźmi pytając się ich co myślą o Brexit.

Mimo tego, że miasto było podzielone na trzy obozy – studenci, ci, którzy studentów nie lubili oraz ci, którzy mieli nas gdzieś – to bardzo dobrze wspominam mieszkanie w Farnham. Architektura miasta jest wprost bajeczna – stare kamienice, domy, małe uliczki pamiętające 1890. Pięć minut pod górkę z centrum miasta można było się znaleźć w starym zamku, gdzie często chodziliśmy na zajęcia z pisarstwa, aby inspirować się przeszłością, która w Farnham otaczała nas z każdej strony.

Jeśli chodzi o galerie sztuki – z tego co pamiętam było ich jedynie trzy, ale ze względu na to, że UCA było jedynym uniwersytetem artystycznym w okolicy to zawsze byliśmy witani z otwartymi ramionami przez pracowników tych galerii i mieliśmy okazję rozmów z wieloma interesującymi artystami, którzy odpowiadali na każde pytania. Prócz galerii w Farnham można znaleźć studio sztuki – the Maltings – gdzie często były markety z rękodziełem oraz na koniec roku akademickiego w sali kinowej były pokazy filmów roku trzeciego i rozdanie nagród szkole filmowej.

Farnham jest też miastem, w którym nic się nigdy nie dzieje. Mam na myśli nic złego. W trakcie moich trzech lat mieszkania tam z największych afer pamiętam bójkę pod jednym z pubów oraz blackface na corocznej paradzie. Mieszkańcy Farnham jedynak kochali wewnętrzne dramaty miasta, więc na Facebooku jest grupa Farnham Rants gdzie mieszkańcy narzekają na korki, sąsiadów uprzykrzających im życie, hałasy i studentów. Tak, ludzie, którzy tam mieszkają wydają się myśleć, że są najważniejsi, jednak wśród nich jest bardzo dużo miłych osób, które wspominam bardzo dobrze. Na przykład moi sąsiedzi, z którymi mia,łam wiele dlugich konwersacji o studiach, Polsce oraz książkach (co zawsze było głównym tematem, gdy mówiłam im co studiuję).

Podsumowując – Farnham jest przepięknym i spokojnym miastem, do którego ja osobiście musiałam się po prostu przyzwyczaić. Prawdopodobnie dlatego, że moje wcześniejsze oświadczenia z Anglią brały się głównie z dużych miast, Farnham wydawało mi się być nudne. Po pół roku mieszkania w tym miasteczku szczerze je pokochałam. Fakt, że wszędzie czułam się jak w domu, znałam ludzi na każdym zakręcie i powroty z biblioteki po północy nie były mi straszne są czymś co sprawiły, że czułam się tam bardzo komfortowo.