Zaproszono mnie na interview do uczelni w UK – co teraz?

Do interview na uczelni w Londynie szykowałam się około dwóch tygodni. Zastanawiałam się o co mogą się mnie pytać, jakie są dobre, a jakie złe odpowiedzi, szperałam w internecie w poszukiwaniu cennych wskazówek i porad. Każda strona mówiła co innego, a zarazem jedno i to samo – nie denerwuj się. Szczerze – nie pomogło. Denerwowałam się jak cholera, serce było bliskie opuszczenia mojej klatki piersiowej i wystrzelenia gdzieś w odległy kosmos. Z nerwów chodziłam po ścianach, trzy dni spędziłam płacząc w poduszkę – przecież jest to jedna z najlepszych uczelni artystycznych w całej Anglii, oczami wyobraźni widziałam już siebie zapłakaną, wychodzącą z rozmowy z przekonaniem o swojej beznadziejności i braku wiedzy. Myślałam, że nie zrozumiem tego co do mnie mówią, że będą używać złożonych konstrukcji, które spowodują moje zagubienie w połowie zdania. Mówiąc prosto – zamieniłam się w kłębek strachu i najchętniej wróciłabym do Polski nawet nie wchodząc na uczelnię.
Myliłam się, tak bardzo się myliłam, że teraz jest mi głupio. Interview odbył się w ośmioosobowej grupie, na miejsce zaprowadził nas były student i przedstawiono nas kierowniczce wydziału oraz profesorowi ostatnich klas. Usiedliśmy i od razu usłyszeliśmy, że mamy się nie denerwować – nie jest to żaden konkurs, nie ma tu złych i dobrych odpowiedzi, chcą nas poznać i nasze opinie o kierunku, uczelni. Prowadziliśmy luźną rozmowę o najnowszych newsach, politycznych wpadkach, dziennikarskich sensacjach, opowiadaliśmy o sobie i swoich zainteresowaniach, na końcu poszliśmy zwiedzać uczelnię i oddaliśmy dodatkowe portfolio prosto w ręce przyszłej wykładowczyni.

              Co teraz? Teraz trzeba tylko cierpliwie czekać.