Profesorowie uczniom gotują ten los – czyli jak wygląda olimpiada historyczna

Trzeci rok z rzędu brałam udział w olimpiadzie historycznej. Po raz pierwszy niechętnie, bez jakiejkolwiek ekscytacji, ale z zaangażowaniem i sumiennym przygotowaniem. Liceum, do którego uczęszczam nie organizuje etapu szkolnego, może dlatego, że grupa entuzjastów historycznych nie jest liczna, a dokładniej da się wszystkich zliczyć na palcach jednej ręki. Uważam też za zbyteczną potrzebę pisania pracy na etap szkolny, ze względu na to, że ten i tak nie kwalifikuje nas od razu do etapu okręgowego. Do tego dostajemy się pisząc kolejną pracę z wybranej specjalizacji. Do wyboru jest: starożytność, średniowiecze, epoka nowożytna, wiek XIX, historia XXw, parlamentaryzm w Polsce oraz historia regionu. Dużym wyczynem przejść przez te eliminacje nie jest, według mnie. To co trzeba zrobić to wybrać temat, w którym czujemy się najlepiej – żadnego sensu nie ma pisanie o czym co nas ani trochę nie interesuje, a nawet nudzi. Jesteś w błędzie, jeżeli uważasz, że dobrą pracę napiszesz jedynie na podstawie stron internetowych, takich jak http://www.Historia-na-2-.pl, czy http://www.przypadkowe-Ściągi-ze-złymi-datami.org , bądź też http://www.Nie_rozróżniamy-imion_Drzymały.net. One skrzywdzą Ciebie i Twoją pracę, więc nie ma sensu na nie nawet zaglądać. Ufajmy pewnym źródłom, czyli podręcznikom, książkom, pracom naukowym i oczywiście naszym nauczycielom. Jeśli praca na eliminacje okręgowe zostanie napisana sumiennie, źródła i bibliografia wykonane starannie, a całość będzie na temat – większość osób się dostaje.
Pierwszym etapem etapu okręgowego jest napisanie kolejnej pracy naukowej na dany temat z wybranej specjalizacji. Wszyscy, którzy przeszliśmy do tego etapu w pierwszą sobotę stycznia udajemy się przed godziną 10 rano na Uniwersytet, na wydział historyczny, gdzie w auli piszemy pracę kwalifikującą nas do drugiego etapu etapu okręgowego – eliminacji ustnych. Najpierw wchodzi zawsze Słupsk i Lębork. Tabuny. Wydawałoby się, że całe miasto bierze udział w olimpiadzie. Jeśli się nie wyspałeś, jesteś głodny, bądź musisz udać się do toalety – o ile nie jesteś ze Słupska, bądź Lęborka – masz czas, dużo czasu. Zdążyłbyś pojechać do Galerii Bałtyckiej, zrobić zakupy i wrócić. Jednakże nie w tym roku, podobno linia trakcyjna zerwała się i sfora Słupsk-Lębork nie dojechała w całości składu na miejsce. Było jedynie kilka niedobitków, samochodowych burżujów. Profesorowie wpuszczają uczniów na salę, po chwili oczekiwania, najczęściej około 10:20 są przeczytane tematy i wyświetlone na ekranie. Ten etap różni się od poprzedniego jedynie brakiem specjalizacji historii regionalnej, reszta zostaje po staremu. Tutaj trzeba wykazać się wiedzą. Nie wiesz jaki będzie temat, czy cokolwiek będzie Ci wiadomo jak usłyszysz magiczne słowo Bałkany, Appartcheid, koalicje, Otia post negotia, kontrreformacja, czy też idee uniwersalistyczne. Pojawić może się wszystko, dlatego wypracowałam system, który polecę każdemu. Specjalizuję się w jednej epoce, nie dwóch, nie trzech, jednej. Wiem o niej i z niej wszystko. Od ideologi politycznych we wczesnych początkach do ilości rannych na polu bitwy podczas najmniejszego konfliktu zbrojnego. Wiedza na tym etapie wystarczy. Starczy też jeśli jesteś osobą, która nie ma jakichkolwiek zahamowań i położy sobie telefon w czarnym casie na stole, włączy 3G i potrzebne informacje znajdzie online. Pozdrawiam kolegę siedzącego w pierwszej kolumnie miejsc na UG bodajże w rzędzie czwartym, pierwsza ławka od schodów, piszącego temat z parlamentaryzmu. Nie odważyłabym się ściągać na olimpiadzie, ale widzę, że jestem po prostu staromodnym tchórzem, myślącym, że na takich wydarzeniach ważna jest jedynie nasza wiedza. Profesorowie oczywiście nie zauważyli akcji rozgrywającej się zaraz pod ich nosami. Pochłonęła ich rozmowa o  bułkach jarskich w bufecie. Spróbowałam i nie dziwię się, każdemu z UG polecam udanie się na wydział historyczny do bufetu i spróbowanie tej bułki, gwarantuję temat do rozmowy na kolejne tygodnie. Pracę można pisać trzy godziny maksymalnie. W tym roku z tematem o Napoleonie i Polakach skończyłam po dwóch i pół godziny. Udałam się na jarską i wróciłam do domu.
W poniedziałek dowiaduję się, że przeszłam do eliminacji ustnych. Radość przemieszała się ze smutkiem i strachem. Przeszłam po raz trzeci i już bardzo dobrze znam komisję, która nie grzeszy delikatnością, subtelnością, a tym bardziej taktem i grzecznością. Dwa lata z rzędu wychodziłam z eliminacji ustnych z płaczem, przekonana o tym jak beznadziejnie głupia jestem, co oczywiście nie jest prawdą. Zgodzę się z jednym – nie posiadam wiadomości, jakie ma student trzeciego roku historii, bądź obecny na miejscu profesor. Fakt jest powszechnie znany, aktualnie kończę trzecią liceum i byłabym geniuszem, jeśli znałabym najmniejszy szczegół z każdego wieku. Uważam to za możliwe w moim wieku, jeśli nie robi się nic innego, tylko uczy historii, bądź gdy ma się pamięć fotograficzną. W zeszłym roku na eliminacjach ustnych byłam na starożytności – przemiły pan profesor i pani profesor, która w dość miły sposób udowodniła mi, że lektury na prawdę mogą znać. Nie przeszłam, bo nie spodziewałam się, że ktoś z komisji mógł przeczytać wszystkie lektury, które miałam umieszczone na spisie. Mój błąd, mea culpa. W tym roku, diabły wcielone i szatan mnie podkusił, wróciłam na specjalizację, która wybrałam w pierwszej liceum – wiek XIX. Najgorsza decyzja życia. Pani profesor z komisji kłóci się, wchodzi w zdanie, nie daje dokończyć, nie czyta lektur. Pytanie wylosowane z historii powszechnej trzeba omówić tak dokładnie jak to ze specjalizacji, a najlepiej zacząć od tego co działo się dziesięć lat wcześniej. Ulubionym pytaniem komisji jest “i co?” i natrętnie “proszę panią”, ale ja twardo na taniec z żadną z osób z komisji się nie zgadzałam. Polecam czytać jedynie podręczniki na spisie lektur i znać na pamięć także nazwę, autora, rok wydania i wydawnictwo, bo inaczej każde stwierdzenie okaże się błędnym. Ponadto jeżeli jesteście czegoś pewni co dotyczy lektury powinniście ją wziąć ze sobą. Pytania są bardzo szczegółowe, a sama komisja odpowiedzieć na nie do końca poprawnie nie potrafi. Uważam, że “paragraf 13” od “paragrafu 13b” różni się znacznie, a także pisownia Hanneman Kenneman i Tiedemann ma znaczenie i jeśli Kennemana przmianujemy na Kannemana to nie będzie on tą samą osobą. Nie wiem jak wygląda etap ustny na innych specjalizacjach prócz starożytności i wieku XIX na UG, ale mając wybór, nigdy więcej nie wybrałabym wieku XIX.
Z zasady, ot takie głupie przyzwyczajenie, lubię jak ludzie mnie szanują i są kulturalni. Kiedyś chciałam ukończyć historię na UG, teraz wiem, że dnia bym nie przeżyła widząc na co dzień osoby, które potrafią doprowadzić do płaczu, rok w rok, szesnastoletnie dziewczyny, osiemnastoletnich chłopców, mnie, moich znajomych. W tym roku jestem z siebie dumna. Zamiast płakać z bezsilności wraziłam swoje zdanie, poradziłam lekturę komisji, która powinna być im już dawno znana, w momencie odchodzenia od tematu zwracałam na to uwagę i… nie dałam sobie w kaszę dmuchać, co więcej zamiast płakać po trzydziestu minutach egzaminu, poszłam na sławną bułkę profesorów – jarską w bufecie na wydziale historycznym. Branie udziału w olimpiadzie historycznej na UG nie jest bez sensu, ale trzeba być przygotowanym na niekulturalne traktowanie podczas drugiej części etapu okręgowego, dotyczy to oczywiście XIX wieku. Są także osoby (Słupsk+Lębork crew głownie), które bardzo dobrze dogadują się z profesorami na XIX wieku, tak jak ich nauczyciele. Bardzo ciepło się witają, przytulają, całują po policzkach i pytają czy już Zosia i Kasia zdały maturę, czy Antoś wyzdrowiał i czy Burek nie szczeka tak głośno u sąsiadów, ale przecież to nie ma żadnego znaczenia…