Obraz mojego pokolenia w mediach społecznościowych

Każdy z nas istnieje w szeroko pojętych mediach społecznościowych, czyli w Internecie. Czasy anonimowości minęły, a droga powrotu do nich zaginęła bez śladu. Prym w posiadaniu największej ilości kont i profili na wszelkiego typu stronach internetowych wiedzie moje pokolenie. Moje pokolenie, czyli kto? Nastolatki – ja, moje koleżanki i koledzy ze szkoły, klasy, Internetu. Choć jesteśmy w tym samym wieku lub dzieli nas zaledwie kilka lat, to bardzo się od siebie różnimy i wyraz tego dajemy na co dzień. To, jacy jesteśmy, kwalifikuje nas do różnych grup, które są wszechobecne, lecz najbardziej zauważalne w mediach społecznościowych, pokazujący nam szczegółowy obraz mojego pokolenia.
Od lat w filmach, książkach, serialach obraz nastolatków jest pokazany jako połączenie różnych grup, mających swoje zasady. Można to porównać do dżungli, w której żerują przedstawiciele gatunków takich jak: drapieżniki, roślinożercy, owady i płazy. W dżungli zwierzęta walczą o przetrwanie, a nastolatkowie w internecie? O coś, co nazywają „fejmem”. Jest to spolszczone zapożyczenie z języka angielskiego, które odnosi się do ilości obserwatorów, polubień i subskrypcji. Podział na grupy zaczyna się od miejsca aktywności internetowej. Z moich obserwacji wynika, że prawie każda osoba ma profil na Facebooku, ale osoby, posiadające własny kanał na YouTubie nie zawsze posiadają profil na Instagramie (i na odwrót), istnieją także bloggerzy, korzystający ze strony Blogspot.com, ćwierkacze – użytkownicy Twittera oraz osoby prowadzące bloga jedynie w formie obrazków na portalu Tumblr. W obrębie każdej grupy istnieją podgrupy, bardzo często żywiące do siebie jawną niechęć.
YouTuberzy, papużki w dżungli Internetu, dużo mówiące, ściągające od siebie pomysły na nowe filmiki, które oprawiają różnymi efektami. Najczęstszą tematyką filmów jest moda, uroda, instruktaże dotyczące prawidłowego wyposażenia torebki, krytyka wszystkiego i wszystkich (najczęściej nagrywane przez osoby bardzo pokrzywdzone przez los tak tragicznym zdarzeniem jak brak funduszy na nową grę bądź doświadczyły makabry w postaci kolejki w sklepie) i tematyka humorystyczna, czyli filmy w zabawny sposób przedstawiające codzienne sytuacje.
Osoby korzystające z instagrama przypominają mi motylki, chwalące się przeobrażeniami z larwy w wysportowaną gimnastyczkę z wciągniętym brzuchem, nowymi kolczykami Chanel czy też kolejną egzotyczną podróżą.
Nie należy zapominać o bloggerach, którzy niczym pawie ogonem chwalą się najpiękniejszymi rzeczami, posiadanymi w swojej kolekcji bądź do sępów patrzących co mogą dostać w zamian za pochlebną recenzję na swoim blogu. Modnisie dumnie prezentują ubrania z najnowszych kolekcji oraz przed chwilą dostany wisiorek z cyrkoniami, który noszą jedynie na wyjścia z innymi bloggerkami na cappuccino bez cukru i gofra bez mąki. Gracze zachwycają nas kolejną grą od firmy EA, a wypieki kucharzy zapierają nam dech w piersiach i powodują, że liżemy ekran komputera.
Za najgłośniejszych w Internecie można uznać ćwierkaczy, użytkowników Twittera – Micronecta scholtzi (najgłośniejsze zwierzę świata w porównaniu do własnego ciała) – ćwierkają (wstawiają posty na Twitterze) o wszystkim, zawsze i wszędzie. Opisują każde wydarzenie (nawet tak błahe jak zjedzenie śniadania). Są często porównywani do osób korzystających z instagrama. Słyszałam nawet, że „instagram to twitter dla tych, którzy nie potrafią czytać”.
Tumblerowicze to internetowe leniwce, chcący mieć bloga, ale niemający ochoty pisać postów. Można wyróżnić tych smutnych, zastanawiających się nad puszczeniem gałęzi i tym samym zakończeniem swojej marnej egzystencji. Umieszczają obrazki, które są pesymistyczne i czarno-białe lub cytaty mające zawsze to samo przesłanie – „życie jest głupie”. Marzyciele przedstawiają wszystkim swoją wizję przyszłości, ich mieszkania, męża, dzieci. Rzuceni rozpamiętują rozstanie z przedszkola i narzekają na brak drugiej połówki. Na koniec warto jest wspomnieć o „przypadkowych wrzucaczach” chcących pochwalić się kreatywnością, podzielić wszystkim i wszystko opowiedzieć – jedynie w formie graficznej.
Najszerszy obraz mojego pokolenia jest zauważalny na portalu Facebook, na którym większość z nas posiada konto. Podział można przeprowadzić, zauważając kilka typów zdjęć profilowych. Autoportret, czyli tzw. „selfie” to zdjęcie wykonane samemu sobie przez samego siebie w odległości od twarzy długości własnej ręki. Często przyozdobione filtrem, aby ukryć niedoskonałości, czasem z ramką, lekko otwartą buzią, wciągniętymi policzkami i oczami otwartymi bardzo, bardzo szeroko. Po wykonaniu wszystkich tych zabiegów taka osoba wygląda jak flaming, który ma jedną nogę w górze, filtrowy różowy kolor, wzmocniony przez spożywanie dużej ilości krewetek i nienaturalnie wielkie oko. Dużo osób ma zdjęcie w lustrze, fotografia incognito, człowiek patyczak, ukryty, ale widoczny. Całą twarz ma zasłoniętą telefonem przez co nie wiemy, kto to tak naprawdę jest. Często spotykane są też zdjęcia z „profesjonalnej” sesji z koleżanką, która na święta dostała lustrzankę. Jest to najczęściej zdjęcie w zbożu, parku, na łące, parkingu, dachu albo plaży, lub z kilku miejsc, wtedy mamy większy wybór i możemy zmieniać zdjęcie profilowe co dwa dni! Jak kameleon, próbując być innym jeszcze bardziej, wtapiając się w tło wielu innych zdjęć, które wyglądają identycznie. Mniejsza liczba osób ustawia na profilowe fotografię zrobioną na spotkaniu ze znajomymi jeszcze przed chwilą wyjęcia telefonów i oglądania nowych postów na portalach plotkarskich, pokazuje jak cudownie się osoba bawi, ile ma przyjaciół, i jaką jest duszą towarzystwa. Zdjęcie z drugą połówką jest najczęściej wstawione przez chęć pochwalenia się nowym związkiem i pokazaniem całemu internetowemu światu, że jest się bardzo szczęśliwym. Najczęściej do takiej fotografii jest także dołączony opis sugerujący, że osoba jest jak bocian – łączy się w parę raz na całe życie, tylko, że jest to już trzeci raz w tym tygodniu.
Internet wyzwala w moim pokoleniu, prócz chęci bycia innym, agresję. Nie w nim miejsca bez niemiłych komentarzy, które są określane jako „hejty”, anonimowych oskarżeń oraz bezpodstawnych ataków na znajomych bądź też przypadkowych ludzi. Niestety wielu nastolatków czuje się w Internecie bezkarnymi co jest przyczyną powszechnego mobbingu, okropnego zachowania oraz anonimowego wyśmiewania wszystkich użytkowników niepasujących danej osobie.

Choć obraz mojego pokolenia w mediach społecznościowych bardzo często nie ukazuje go z dobrej strony, to nie możemy zapominać o tym, że młodzież w Internecie pokazuje, że ma głos. Możemy otwarcie mówić o tym co nas drażni, co byśmy zmienili, bez przeszkód możemy wyrażać się przez zdjęcia, filmiki, blogi. Moja praca miała na celu pokazanie prawdy o moim pokoleniu i tym samym czegoś pięknego o nim – zwyczajności, ludzkości. Każdy z nas ma prawo do szaleństwa, zrobienia sobie dużej ilości zdjęć i zamieszczenia ich na instagramie, napisania postu o niczym, wypłakaniu się na Tumblerze, ćwierkaniu o wszystkim na twitterze i nagrania filmiku o tym, co znajduje się w naszym szkolnym plecaku. Piękne jest to, że nie boimy się wyrażania siebie, żyjemy po to, żeby być i pokazać siebie wszystkim, inspirować, pisać, chwytać każdą chwilę i pokazywać ją innym. Moje pokolenie cieszy się każdą sekundą życia i dlatego chce pokazać tę niezwykłość, która jest ulotna. Z dumą mogę przyznać, że jestem motylkiem walczącym o „lajki”, pawiem chwalącym się nowymi butami, przypadkowym „wrzucaczem” i flamingiem z bolącymi policzkami od wciągania ich. Mimo tak wielu wad mojego pokolenia i toną niedoskonałości w jego obrazie to jestem dumna, że mogę być jego częścią